Sunday, January 4, 2015

Całe szczęście, wiedziałam co mnie czeka, kiedy podjęłam decyzję o przeprowadzce do Tajpej. Rok wcześniej wróciłam z wymiany studenckiej i trochę poznałam miasto, kulturę, ludzi. A przynajmniej tak mi się wydawało... Mojego męża, oczywiście, poznałam podczas wymiany i wiem, że to zabrzmi banalnie, ale na początku spotykaliśmy się w celu "tandemu językowego". Ja go uczyłam polskiego, a on mnie uczył chińskiego. Żadne z nas po dziś dzień nie mówi w w.w. językach. Całe szczęście znamy angielski i tylko dzięki temu możemy się komunikować.
Przeprowadziłam się na Tajwan w sierpniu 2014 roku i też w sierpniu zarejestrowaliśmy nasze małżeństwo. Sama rejestracja wyglądała jak odprawa na lotnisku. Weszliśmy do typowego urzędu, wzięliśmy numerek LOL. Za wielką ławą siedziała babeczka w maseczce i w T-shircie. Było strasznie gorąco, czułam jak mój makijaż spływa, a mój mąż się gotuje w garniturze. No i na domiar tego wszystkiego, zbiegli się nasi znajomi - też w maseczkach, klapkach i T-shirtach... A połowa z nich się w ogóle ze mną nie przywitała (doznałam szoku). Mogę dodać, że było i dziwnie i wesoło. Ten ślub to najbardziej odprężająca rzecz na świecie.
A jednak, nagle zatęskniłam za ceremonią rejestracji małżeństw w Polsce i na Ukrainie. I w jednym i w drugim kraju wygląda to wspaniale, ludzie są elegancko ubrani, w tle gra walc, sala jest przepięknie ozdobiona, a osoba rejestrująca wygląda, co najmniej, dostojnie - nosząc zawieszkę z godłem państwa. Na Tajwanie... No cóż. Kiedy odbierałam prawo jazdy, miała to samo uczucie, które towarzyszyło mi podczas odbierania aktu małżeństwa. Czyli takie  "juhuuu - 5-minutowej ekscytacji", a potem wychodzisz z budynku i jedziesz na lody do McDonalda. 
Uwielbiam Tajwan, więc nasz dziwaczny ślub uważam za kolejny ciekawy rozdział, który już na samym starcie mnie zadziwił. 

Sierpień zleciał w mgnieniu oka, zaczął się wrzesień i moja nowa praca... Ale o tym w następnym poście.

Poniżej kilka zdjęć z naszego "ślubu po tajwańsku"
Trochę polskości musi być :D

Tak wygląda pismo urzędowe - ze słodziuchnym obrazkiem na dole

Nasi znajomi

Ja tu wyglądam strasznie, ale chodzi o tą panią, która nas rejestrowała... Żeby nie było, że kłamię. :D

Szara sukienka na ślub? Czemu nie.

Moi najwspanialsi teściowie 

... i po ślubie. Przecież jak w PL zobaczą ten " oficjalny" akt małżeństwa, to się posikają ze śmiechu :P

Categories:

0 comments:

Post a Comment

Google+ Followers