Wednesday, July 22, 2015



Kochacie wylegiwać się na plaży, popijając leniwie mojito? Nawet mnie się zdarza słabość do takiego "nicnierobienia". Choć na plaży potrafię wytrzymać max. 2h, to niewątpliwie jest to relaks dla duszy i ciała. Ale bardziej mnie ciekawi, co kryje się poza plażą? A co, jeśli wyjedziemy z naszej enklawy i zobaczymy realia? Czy nasz urlop będzie uszczerbnięty? Absolutnie nie. A powiem więcej, dostaniemy zastrzyk świadomości, który pozostanie z nami na zawsze. 

Poniżej przedstawiam dwa światy, to samo miasto, ta sama wyspa:
1. świat turystów
2. świat mieszkańców

ZAPRASZAM 

1. Cebu, Mactan.


Ogromny resort, 5 basenów, palmy, kwiaty, plaża, drinki i beztroskie wakacje. I za te 6 dni wypoczynku, zapłaciłyśmy grosze. Dla osób, mieszkających na Tajwanie, czy w Azji, Filipiny są czymś, czym dla Europejczyków Egipt. Pamiętam, jak za 1200zł moi rodzice mieli przelot, wypoczynek, all inclusive, drinki cały dzień. A czy wiemy, jak na prawdę żyją Egipcjanie? A czy wiemy, że Filipiny, to absolutnie nie raj z palmami? Niestety, często nie mamy o tym pojęcia. I wierzcie mi, nie ma w tym nic dziwnego. Płacimy za relaks, chcemy odpocząć. 







Piaszczysta, prywatna plaża, codzinnie oczyszczana. Nigdy nie zapomnę nurkowania w tym miesjcu. Rozgwiazdy, kraby, rybki każdego krztałtu i koloru... Bajka dla turysty. Aż zaczęłyśmy się z dziewczynami zastanawiać, czy Filipińczycy też korzystają z tego pięknego miejsca... To przecież jedno z najwspanialszych miejsc na ziemi! Gorzka prawda nadeszła trzeciego dnia naszego pobuty. Opis niżej.






2. Cebu, Mactan. 






Wychodząc z hotelu, chciałyśmy się wymknąć przez bramę i wyjść do miasta. Aż tu nagle zaczął nas gonić ochroniarz resoru, krzycząc "No, no, it's dangerous"...
Po chwili wróciłyśmy do lobby, gdzie zamówiono dla nas taksówkę na konkretną godzinę do konretnego miejsca. Inny transport nie wchodził w opcję. Już po godzinie, stojąc w ogromnym korku i widząc ludzi, którzy mieszkają w barakach, dzieci, które taplają się z kurami i owcami na jednym podwórku, doznałam szoku.... A czy faktycznie było niebezpiecznie? I to jak...




Nigdy bym nie pomyślała, że trzy Europejki powinny czuć się zagrożone na wakacjach swoich marzeń. W końcu byłyśmy w trójkę, w wielkim centrum handlowym. Aż tu nagle zaczął nas ktoś prześladować. Okazał się Czechem (mówiącym po polsku), wypytującym nas o wszystko. Z grzeczności odpowiedziałyśmy, podając nieprawdziwe informacje. I tutaj wilk wyczuł ofiarę... Przez kolejną godzinę, już nie tylko Czech śledził każdy nasz krok, ale i jego lokalna banda. I to było na tyle oczywiste, że poczułam się w jakimś koszmarnym filmie. Niestety dwie z nas miały przy sobie paszporty, potrzebne do wymiany waluty. Miałyśmy prawie całą naszą wakacyjną gotówkę przy sobie. I co robić? Przecież oni za nami chodzą! 



Spanikowane, trzęsące się jak galareta, pobiegłyśmy do pierwszego policjanta. Ufff, policjant obstawił wszystkie wejścia kolegami. Sam śledził za nami oczyma, upewniając się, że znalazłyśmy "legalną" taksówkę. Wsiadłyśmy, odjechałyśmy, przeżyłyśmy. Ale było strasznie, na prawdę dreszcz nie opuszczał nas do końca dnia.




Słyszałam wiele pozytywnych słów o Filipinach. Moi znajomi byli zachwyceni Palawanem i Boracai. Od znajomych, którzy wrócili własnie z Cebu dostałyśmy piękny opis tej wyspy. Niestety, wszyscy znajomi mieli w grupie chłopaków. Dla Europejek, może być niebezpiecznie.

Filipiny, czy to stolica - Manila, czy wyspa Cebu, to kraj skrajności. Dwóch różnych światów, które próbuję się ze sobą przeciąć. Filipiny to ludzie mieszkający w bungalo pod mostem, tym samym, za którym mieszczą się ogromne wille. Filipiny to Lexus i Mercedes, stojące w korku przed tuzinem starych Toyot. Filipiny, to kobiety noszące najdroższe marki świata, siedzące w najlepszych restauracjach, które umiejscowione są dwa metry od Jolly Bee (najtańszy fast food na wyspach). Filipiny, to dziewczyny siedzące w Jolly Bee, które śnią o lepszej przyszłości, oddając swoje ciało starym, ohydnym, białym mężczyznom. Tym samym mężczyznom, którzy zabierają je do najtańszych barów szybkiej obsługi... Filipiny, to raj dla turystów i pole minowe dla mieszkańców. 



Tuesday, July 21, 2015



Pamiętacie zeszłoroczne, przepyszne Smoothies z McDonalda o smaku mango? Ja pamiętam, że były niesamowite. Tylko cena odstraszała - 400 ml kosztowało nas 9.90! 

Więc jeszcze rok temu, będąc w Polsce zrobiłam swoje pierwsze domowe smoothie. I cena była niższa i wszystko naturalne. Bajka! Na Tajwanie, dzięki sezonowi na mango, robię mój super napój prawie codziennie.






Co przygotować?
- jedno dojrzałe, średnie mango
- sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
- 1 nektarynkę
- 4 kostek lodu
- dwie stołowe łyżki wody
- 1/3 banana

Co robimy?
1. Obieramy nasze mango, obieramy nektarynkę i wyciskamy sok z pomarańczy. Oczywiście można dodać soczek z kartoniku, ale UWAGA, smak będzie bardziej mdły. 
2. Wrzucamy wszystko do blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej masy.



GOTOWE! 




Sunday, July 19, 2015

"Patrząc na małą Umi, bawiącą się beztrosko w ogródku, zobaczyłam siebie przed laty. Małego brzdąca, śmiało buszującego wśród malinowych krzewów. 
Dorosłam, zmieniłam się, wyemigrowałam, a wieś? A wieś pozostała. Kawałek przyrody, oaza, nasza mała radość..."



Nikogo nie zaskoczę mówiąc o wielkich miastach, betonowych ulicach, czy wiecznie zapracowanych, znurzonych codziennością ludziach. Taki mamy świat, tak zorganizowaliśmy swoją planetę. Ale nigdy nie przestanę przywoływać każdego człowieka do powrotu. Powrotu? Tak, do powrotu, przynajmniej na chwilę. Człowiek od poczatku dziejów żył w harmonii z naturą. Codziennie spacerował wśród zieleni, pijąc czytsą wodę prosto ze źródeł. Potem o naszej przyrodzie zapomnieliśmy. Ba! Zniszczyliśmy są. Przyszły miasta, maszyny, wieżowce, komputery i cały ten hałas. 

Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja koniecznie muszę brać urlop u mojej stolicy. Chociaż uwielbiam Tajpej, wielką, tętniącą życiem metropolię, nie mogę tutaj zbyt długi przebywać. Inaczej zwariuję. Muszę wyjechać zanim trucizna współczesnej cywilizacji mnie wypali od środka. Wyjechać do przyrody.

Więc gdzie jest najlepiej? Oczywiście na wsi!
Czyste powietrze, zero stresu, świerze warzywa, zerwane prosto z ogórdka i wspomnienie dzieciństwa. I zapewniam was, Polska wieś nie różni się niczym od Tajwańskiej. Może tylko fauną i florą... Tak więc, przygotowałam kilka zdjęć naszej uroczej, spokojnej wsi. 

Ślimak (wielkości dłoni) 

Fruczak gołabek - połączenie mola i koliberka

Tajwańska odmiana drzewa liczi - smocze oko

Pierwsza rzecz, którą zobaczyła po przebudzeniu. Dwie jaszczórki mówią mi "pora wstawać!" 

Pola lotosowe

Lotos

Co robić na wsi bez internetu? Obierać liczi tajwańskie. Oto moja rodzina!

Palma papajowa

Młode pola ryżowe


Thursday, July 16, 2015




Kiedy po raz pierwszy znalazłam przepis na lody wegańskie, uderzyła mnie fala pozytywnego szoku! To nawet prostsze, niż lody tradycyjne! Czemu? Ponieważ wększość lodów wegańskich przyrządza się na bazaie bananów, po czym dodaje się całą resztę naszych wariacji, według smaku i koloru.

Mając ochotę na swoje ulubione lody o smaku "Japońskiej Zielonej Herbaty" (Matchy), poddałam się na 5 minut mojej diecie i pobiegłam do pobliskiego supermarketu. A to, co udało mi się potem stworzyć za pomocą zwykłego blendera, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. 



Co przygotować?
- obrany, mocno dojrzały banan (zamrożony) 
- mleko sojowe bez cukru (ok. 100 ml)
- jedną, czubatą łyżkę masła kokosowego 
- jedną, płaską łyżeczkę proszku Matcha



Co robimy?

1. Wrzucamy wszystkie składniki do blendera i miksujemy do osiągnięcia jednolitej masy.
2. Wlewamy do miseczki i wsadzamy na dwie godziny do zamrażarki.

GOTOWE!





Osobom, które uwielbiają połączenie goryczki ze słodyczą, proponuję dodać czubatą łyżeczkę proszku z zielonej herbaty. Dla osób, będących na diecie, polecam zmniejszyć porcję masła kokosowego o pół.





Tuesday, July 14, 2015





Uwielbiam zielone szparagi! Od kiedy tylko po raz pierwszy odkryłam ten cudowny smak, zakochałam się!
A najlpsze w szparagach jest to, że można je przygotować według upodobań: dla wegan i niewegan!
ZAPRASZAM!

Co należy przygotować?

- pęczek szparagów
- oliwę z oliwek
- sól
- biały pieprz, bądź inną ulubioną przyprawę
- opcjonalnie masło

Mój przepis jest bez masła. Ale dodam na samym początku, że łyżeczkę masełka dodaje się już na sam koniec, kiedy nasze szparagi są na talerzu.

1. Odkrajamy ogonki. Ok 1/5 część naszych szparagów. 
2. Na patelnię wlewamy odrobinę oliwy z oliwek
3. Wrzucamy szparagi. Smażymy ok. 5 min.
4. Solimy, dodajemy inne przyprawy. Mieszamy i podsmażamy jeszcze 2 min. 

GOTOWE!

5. Po przełożeniu na talerz, można dodać łyżeczkę masła, które rozpłynie się w naszych szparagach, dodając im delikatny posmak. (opcjonalnie)




Friday, July 10, 2015





Muszę od razu zaznaczyć dwie rzeczy:
- to jest borszcz ukraiński (Борщ украинский), który gotujemy na Wschodzie Ukrainie.
- jest to przepis wegański (nie-weganom polecam gotować na bulionie wołołym, a na końcu zabielić borszcz śmietaną)





Co przygotować?
- 3 l wody
- koncentrat pomidorowy (np. Pudliszki)
- przecier pomidoriwy
- pół główki średniej kapusty
- jedną średnią marchew
- jedną średnią cebulę
- trzy ząbki czosnku
- oliwę z oliwek
- 2 większe ziemniaki
- liść laurowy
- sól kuchenną
- słodką zmieloną papryka
- pieprz czarny
- suszoną włoszczyznę
- zaprawę do barszczu ukraińkiego (opcjonalnie)



1. Zaprawa (зажарка)
Na patelnię wlewamy oliwkę z oliwek. Dodajemy posiekaną cebulę. Czekamy, aż cebulka stanie się przezroczysta. Dodajemy startą na tarce marchew. Czekamy, aż cebulka wysmaży się na złocisty kolor, a marchew skurczy i zmiękczy się. Dodajemy przecier pomidorowy (ok. 300g). 

2. Wywar
Można gotować zupę na wywarze wołowym, ja natomiast używam zwykłej wody. Czekamy, aż woda się zagotuje. Wrzucamy pokrojone w kostkę ziemniaki. Dodajemy pieprz, słodką paprykę, liść laurowy, suszoną włoszczyznę, odrobinę soli. Czekamy, aż ziemniaki będą miękkie. 

3. Zupa
Siekamy drobniutko kapustę. Kiedy ziemniaki będą miękkie, dodajemy: naszą zaprawę, koncentrat do smaku. Opcjonalnie można dodać 3 łyżki buraczanej zaprawy "do barszczu ukraińskiego". Smak będzie wtedy o wiele ciekawszy. Do naszej czerwonej zupy wrzucamy kapustę. Gotujemy ok. 6 min. Doprawiamy do smaku, solimy. Dodajemy posiekany (lub wciskamy) czosnek, w tym samym momencie wyłączając ogień. Czosnek nie straci wtedy aromatu, a nasza zupa zyska bogatszy smak. 

GOTOWE!



Uwaga! Dodajemy zaprawę, dpiero wtedy, kiedy ziemniaki będą miękkie. W przeciwnym razie, kwaśna zaprawa spowoduje, iż pozostaną one niedogotowane.



Saturday, July 4, 2015


1. Waluta

Dolar Tajwański (TWD)
1 zł = ok. 8.22 TWD
Ja wolę przeliczać 1 do 10. Dla mnie 1 zł to 10 TWD, łatwiej!

2. Transport 

Metro w Tajpej - jest genialne i tanie (od 2zł do 4zł za przejazd). 
Metro w Gaoxiung - metro dojeżdża do większośći miejsc turystycznych.

Skutery - można łatwo i tanio wypożyczyć. Zwłaszcza we wszystkich miastach, oprócz Tajpej i Gaoxiung, skuter będzie niezastapiony. Należy zabrać ze sobą międzynarodowe prawo jazdy

Pociągi - mogłyby być lepsze. Najlepiej brać albo autobus, albo (jeżeli mamy ograniczony czas na podróż po wyspie) pociąg pośpieszny. Za pośpieszny, między Tajpei a Tainan zapłacimy ok. 150 zł, ale dojedziemy bardzo szybko - 1h 40min. 


Autobusy - są dobre i wygodne, a cena nie jest wygórowana. Autostrady na Tajwanie są bajeczne, więc w korkach raczej nie utkniemy. 

Autobusy miejskie - może wyniknąć bariera językowa z kierowcą. Również rozkłady jazdy są WYŁĄCZNIE po chińsku. Najlepiej wypożyczyć skuter, albo zaprzyjaźnić się z jakimś miłym Tajwańczykiem na przystanku :)


3. Język

W punktach informacji turystycznej większość pracowników mówi po angielsku. A i do podróżowania po wyspie angielski wystarczy. Zdażą się na bank jakieś śmieszne perypetie, które tylko umilą wam pobyt. Jeżeli natomiast mówicie po chińsku - Super! Możecie szlifować swój język!




4. Strefa czasowa

Zima - do czasu polskiego należy dodać 7 godzin. 
Lato - do czasu polskiego należy dodać 6 godzin.

5. Kultura 

Tajwańczycy są niesamowicie mili. Czasem nawet będą prosić Polskie dziewczyny o zdjęcia (zwłaszcza blondynki nie uciekną przed obiektywem czujnych Tajwańczyków)
Pamiętajmy jednak, że jest to kultura wysoce-niewerbanla. Ludzie zachowują na pozór spokój. Nigdy Ci nie powiedzą np. że chcą przejść w metrze, kiedy Ty stoisz im na drodze! Należy tutaj zachować pewną delikatność. Mówienie o ton ciszej niż w Posce również pokaże nasze dobre maniery i szacunek do mieszkańców. 





























6. Pogoda (ubiór)

Tutaj muszę obalić wiele mitów! 
Lato - jest przesadnie gorące. Zaczynając od czerwca, praktycznie do września upały nie ustają. ALE!!! W metrze, ppociągach, sklpeach klimatyzacja będzie włączona. I to nie na 26C, a na 22C. ZAWSZE, ale to zawsze trzeba mieć ze sobą w torebce jakiś lekki sweterek czy kardiganek. 

Zima - jest bardzo zimna i nieptzyjemna. Wiem, że 15C może się wydać początkowo idealną pogodą, ale wilgoć spowoduje ogromny dyskomfort. Pomino tego, że jest 15 czy 16 stopni, będzie nam niesamowicie zimno. I nie przesadzę tutaj mówiąć, że NALEŻY wziąć ze sobą w podróż ciepłą kurtkę i kilka grubszych swetrów. Również, na wyspie nie ma ogrzewania. Więc 16C na dworze równa się 16C w pomieszczeniu. 

7. Jak tanio dolecieć

Bilety regularnych przewoźników niestety będą drogie. Ceny mogą wahać się od 3000-3500 tys. zł. Bardzo polecam raz na jakiś czas korzystać ze strony Mleczne Podróże: http://mlecznepodroze.onet.pl/
i regularine odwiedzać flipo.pl - oferty specjalne http://www.flipo.pl/kalendarze 

8. Jedzenie

Tajwan jest kolebką pyszności! Znajdziemy tutaj restauracje na każdy kaprys. Cudowne owoce morza w Tainan, kokosy, ananasy, mango na każdym kroku. Ale nie bójcie się jeść na stoiskach! Jestem przekonana, że takie stoisko, widziane po raz pierwszy, może przerazi, ale OBIECUJĘ - samo jedzenie będzie przepyszne. Polecam próbować wszystko, czego dusza zapragnie.



























9. Miasta i miejsca

Wpis o ciekawych miejscach przygotuję innym razem. Teraz tytułem wprowadzenia mogę przedstawić moje zestawienia TOP 5:

1) Tajpej - stoilca, która łaczy nowoczesny świat biznesu z tradycją (sposobem ekspresowym można zwiedzić nawet w 4 dni)
2) Tainan - cudowne jedzenie i niesamowice dużo zabytków (jeszcze za czasów kolonizacji Holenderskiej), zarezerwujcie około 3 dni na zwiedzanie
3) Gaoxiung - przepiękne miasto, na tkóre należy poświęcić co najmniej 3 dni
4) Park Taroko - genialne, wprost niesamowite widoki. Na Taroko należy zarezerwować cały dzień (i zabrać ze sobą prawo jazdy)
5) Plaża w Kenting - południe Tajwanu, miesjce dla relaksu i grzania się w tropikalnym słoneczku

10. Przydatne info

Wiza - obwatele RP, którzy zostają na wyspie poniżej 90 dni, nie muszą wyrabiać wiz.

Latem miejcie ze sobą krem z filtrem 50SPF. Możecie też zakupić parasolkę z ochronną wartwą UV (mistrzowska rzecz)

Nie bójcie się brać TAKSÓWEK! Są one o wiele tańsze niż w Polsce. Jeśli uciekło nam metro, a chcemy jeszcze poimprezować, to spokojnie! Pod klubem zawsze będą oczekiwać żółte taxi. 

Na Facebooku znajdziemy grupę "Polacy na Tajwanie". Jest nas tutaj baaardzo dużo. I znajdą się mili ludzie, którzy chętnie się z wami spotkają na kawę i oprowadzą po swojej miejscowości :)